Dziś, 19 stycznia jest kalendarzowy Blue Monday – najbardziej depresyjny dzień w roku. Ja nie do końca w to wierzę i już tłumaczę dlaczego.
Zacznijmy od badań. Tak w zasadzie nie ma oficjalnego potwierdzenia, dlaczego akurat ten dzień miałby być najbardziej depresyjnym dniem roku. Teraz przejdźmy do faktów, bo te pokrywają się z moimi obserwacjami. Przeważnie poniedziałki są najgorsze, gdyż zwyczajnie po weekendzie musimy wracać do – niekoniecznie lubianej – pracy.

Najbardziej depresyjny dzień w roku
Dodatkowo w dobie popularności social mediów i szybkiej dopaminy okres zimowy nie jest łatwy do przetrwania, szczególnie w naszym kraju. Niskie temperatury oraz krótki dzień nie sprzyjają zdrowiu psychicznemu. Wiele osób cierpi wtedy na słabszą wydajność i mniejszą chęć do aktywności fizycznej. Okres świąteczny i noworoczny to również spore wydatki, które są odczuwane w kolejnych tygodniach stycznia.
Jak podają badania zjawiska „Blue Monday” przeprowadzone na zlecenie Huawei, wielu Polaków zmaga się z problemami ze snem, obniżonym nastrojem, czy uczuciem zmęczenia. Jednak wcale trzeci poniedziałek stycznia nie jest tu wyjątkiem. Po prostu dotyka to coraz większą grupę osób.

Jak radzić sobie z Blue Monday? Technologiczne sposoby
Pierwszy i najlepszy sposób to aktywność, a do tego świetnie przydają się smartwatch i słuchawki. Te gadżety efektywnie wspierają nasze starania w walce o zdrowie i wydolność organizmu.
Obecne zegarki są już na tyle rozbudowane, że dla amatorów są w stanie przygotować plan treningowy pod określone zawody lub cel. Wystarczy podać niezbędne dane, takie jak: wiek, wzrost, waga, płeć oraz to, czego oczekujemy. W efekcie dostaniemy gotową rozpiskę na kolejne dni, a nawet tygodnie. Nie musimy od razu biegać, możemy zacząć od chodzenia, natomiast zmiana codziennej rutyny i dodanie do niej aktywności może odmienić nasze życie.
Słuchawki to kolejny – istotny- element, który przydaje się w gorszych chwilach, a do tego warto dobrać odpowiednie utwory:
– Słuchanie muzyki reguluje stres i napięcie emocjonalne wielotorowo, wpływając jednocześnie na funkcjonowanie fizjologiczne organizmu (tempo oddechu, tętno, napięcie mięśniowe czy wydzielanie hormonów) oraz na obszar psychologiczny, obejmujący procesy poznawcze i emocjonalne. Badania wskazują, że słuchanie odpowiednio dobranej muzyki zarówno przed, jak i po stresującym wydarzeniu może redukować objawy odczuwanego stresu – podkreśla dr n. med. Bartłomiej Tarkowski, psycholog, muzykoterapeuta i neuromuzykoterapeuta, Adiunkt w Pracowni Muzykoterapii łódzkiej Akademii Muzycznej, założyciel Centrum Psychologii i Muzykoterapii.
Sam mam często tak, że w zależności od nastroju pasuje mi inny gatunek muzyczny. Chociaż czasami jak chce się uspokoić to wcale nie włączam cichej, spokojnej muzyki, a wręcz przeciwnie, mocna głośna muzyka pozwala mi się wyciszyć w głębi i nie skupiać na otaczających problemach. Jak twierdzi ekspert to właśnie dobrze dobrana muzyka pozwala nam zwalczać kryzysowe chwile:
– Za pomocą odpowiednio dobranych utworów możemy również stymulować pobudzenie organizmu, które będzie wspierać różnorodną aktywność fizyczną. Obszerna metaanaliza porównująca wyniki 139 badań wskazuje, że muzyka może mieć pozytywny wpływ na obszar psychologiczny (dotyczący odczuwanych podczas treningu emocji) i fizjologiczny (związany z oddechem i odczuwanym zmęczeniem) oraz na efektywność treningu i wydajność fizjologiczną.
Dodatkowo, muzyka o stabilnym, wyraźnym rytmie ułatwia synchronizację ruchu (np. kroków z metrum), co może poprawiać efektywność wysiłku. Poszukując muzyki, która będzie sprzyjała aktywności fizycznej warto sięgnąć po utwory bardziej dynamiczne, niż w przypadku relaksacji. Cechy, na które warto zwrócić uwagę to: szybsze tempo (około 120-140BPM), zbliżone do tempa bicia serca w trakcie wysiłku lub odzwierciedlające intensywność ruchu, wyraźny i stabilny puls wyznaczany przez sekcję rytmiczną czy bardziej rozbudowana struktura (bogatsze aranżacje, zmiany dynamiczne, energetycznie brzmiące wokale) – mówi dr n. med. Bartłomiej Tarkowski.

Poza samą aktywnością u mnie dobrze sprawdza się podróżowanie. Kiedy wszyscy w lipcu-sierpniu jeżdżą za granicę, ja odpoczywam w wolnych chwilach… w kraju. Natomiast na początku zimy, a także później po prostu jak czuję się słabiej organizuje wyjazdy. Czasami nawet kilka dni w nowym otoczeniu, pojechanie do cieplejszego klimatu jest w stanie naładować nam baterię na kolejne ciężkie miesiące.
Swój Blue Monday spędzam aktualnie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie zabrałem ze sobą na testy słuchawki o otwartej konstrukcji, tak zwane „open ear”. Będąc tutaj nie odczuwam żadnych problemów, mogę oddychać pełną piersią, a relację znajomych którzy mają obecnie -15 stopni Celsjusza, śledzę tylko w mediach społecznościowych. Dużo wygodniej wykonuje się również tutaj treningi. Nie musimy ubierać wielu warstw i nogi nie rozjeżdżają się nam na śniegu/lodzie. Ja się pytam – gdzie tu ma miejsce Blue Monday?

Jeszcze co do słuchawek, właśnie podczas biegania coraz częściej przekonuje się do otwartej konstrukcji. Ze słuchawkami dokanałowymi miałem zawsze problem, że po dłuższym czasie albo mi się wysuwały, albo zatykały na tyle ucho, że nie było to wygodne. A otwarta konstrukcja jak np. Huawei FreeClip 2 to urządzenie które wsuwamy na ucho i dźwięk nas otacza.
Z jednej strony mamy trochę słabszą jakość niż na tych dokanałowych, ale za to zyskujemy kontakt z rzeczywistością, a także dzięki konstrukcji słuchawka po prostu wisi nam na uchu, jest lekka i w niczym nie przeszkadza.
Podsumowując jestem zdania, że to nie jedyny poniedziałek w który wiele osób ma problemy. Niestety obecne czasy, szybkiego dostępu niemal do wszystkiego sprawiają, że nie wszyscy potrafią sobie z tym radzić. Mam nadzieję że chociaż spróbujecie mojej porady, spróbujecie spaceru. Nie potrzeba wiele, można zacząć od 30 minut dziennie. Jeżeli nie wiecie jak wystartować to możecie też pomyśleć o smartwatchu i słuchawkach, które po prostu mogą się przydać. Zegarek może być motywatorem sam w sobie, do odhaczania treningów i zdobywania kolejnych osiągnięć.






